czwartek, 7 lutego 2013

Głęboka stymulacja mózgu i złagodzenie objawów u chłopca z autyzmem

W Ohio State University Wexner Medical Center (Columbus, USA) wszczepiono 13-letniemu chłopcu z głębokim autyzmem i mocno autoagresywnymi zachowaniami elektrody w jądra podstawne ciała migdałowatego – struktury mózgu ważne dla emocji i pamięci.
Po raz pierwszy użyto tego typu głębokiej stymulacji mózgu (DBS) w celu złagodzenia objawów autyzmu. Jest to pojedynczy przypadek pokazujący jednak, że pozytywne zmiany są możliwe. Ali Rezai, neurochirurg, twierdzi, że jest to „intrygujące i obiecujące.”
Badany chłopiec nie używał wcześniej mowy czynnej oraz kontaktu wzrokowego w komunikacji z otoczeniem, często budził się w nocy i rano z krzykiem, leki psychotropowe nie powodowały poprawy.
Już po ośmiu tygodniach ciągłej stymulacji elektrycznej, chłopiec przejawiał mniejsze rozdrażnienie, zaczął nawiązywać kontakt wzrokowy, zmniejszyła się ilość autodestrukcyjnych zachowań – był w stanie lepiej je kontrolować. Ponadto dobrze spał w nocy, można było urozmaicić jego dietę, poszerzył zakres swojej aktywności. Zaczął również wypowiadać kilka prostych słów. Leczenie przerywano (następował wtedy lekki regres) w związku z wyczerpywaniem się baterii urządzenia i kontynuowano po załadowaniu (obserwowano poprawę). Łącznie monitorowano zachowanie chłopca przez kilkadziesiąt tygodni. Leczenie przy pomocy DBS nie wiązało się z żadnymi skutkami ubocznymi.
Obserwacja ta nie ma charakteru usystematyzowanych badań naukowych, jest jedynie pojedynczym studium przypadku.

Źródła:
Frontiers in Human Neuroscience, 21 stycznia 2013 r.
ScienceNews, 25 stycznia 2013 r.
tutaj

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rzadkie mutacje genów neuroligin u mężczyzn z autyzmem

O nowych badaniach genów kodujących neuroliginę-3 (NLGN3) pisałem 21 września 2012 r.

Neuroliginy - białka, które zapewniają prawidłową komunikację między komórkami nerwowymi a są zmienione u osób z autyzmem w wyniku mutacji w genach je kodujących.


Genetyczne czynniki ryzyka dla zaburzeń ze spektrum autyzmu pozostają w dużej mierze nieznane. Obecnie panuje tendencja do badania rzadkich wariantów sekwencji. Często odbywa się to poprzez sekwencjonowanie egzomu. O tej metodzie badań genetycznych pisałem we wrześniu 2012 r.
Takie podejście nie pokazuje jednak pełnego spektrum zmienności genetycznej, która może przyczynić się do danego fenotypu.
Badacze z Emory University (Atlanta) oraz University of Washington (Seattle) określili, dzięki tej metodologii, dwa warianty genu kodującego neuroliginę-3 (NLGN3), które mogą mieć wpływ na regulację genów.
Dane te wpisują się w nurt badań związanych z sekwencjonowaniem materiału genetycznego osób dotkniętych autyzmem w celu identyfikacji rzadkich wariantów, które potencjalnie mogą przyczynić się do zaburzenia.
Zainteresowanych szczegółami odsyłam do tekstu źródłowego.

Źródło:
Molecular Autism, vol. 3, 28 września 2012 r.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Agresja reaktywna – porównanie dzieci z autyzmem oraz zdrowych

Agresja może pełnić funkcje adaptacyjne (zapewnienie integralności lub przetrwania jednostki), ale też może być niezwiązana z kontekstem społecznym (nieproporcjonalna do jej przyczyn). W prawidłowym toku rozwoju, umiejętność regulowania emocji i związanych z nimi zachowań agresywnych stopniowo poprawia się, co prowadzi do większych zdolności poznawczych dzieci w sytuacji społecznej i bardziej konstruktywnych zachowań.

Osoby z autyzmem przejawiają znacznie więcej zachowań agresywnych i autoagresywnych niż zdrowe, szczególnie w połączeniu z współistniejącą niepełnosprawnością intelektualną. Znaczące agresywne zachowania wobec opiekuna lub innej osoby wydają się komplikować życie ok. 35% dzieci i młodzieży z autyzmem.
Celem badania, prowadzonego przez naukowców z Finlandii, była odpowiedź na dwa pytania: czy chłopcy i dziewczęta z ASD i ilorazem inteligencji powyżej 70 prezentują bardziej intensywne reakcje agresywne niż ich rówieśnicy bez ASD, a także czy wskazówki sytuacyjne (płeć i wiek napastnika) hamują te reakcje.
Grupę badaną stanowiło 27 chłopców i 8 dziewcząt z autyzmem, grupę kontrolną 35 dzieci dopasowanych pod względem płci, wieku i ogólnej inteligencji.
Zastosowano komputerowe urządzenie symulacyjne do badania biernej agresji Pulkkinen (PAM).
Pierwszą hipoteza: chłopcy z ASD pokażą bardziej intensywną, bierną agresję niż chłopcy zdrowi, ale nie będzie żadnych różnic w biernej agresji między dziewczynkami.
Druga hipoteza: w kontrolowanej sytuacji informacje o płci i wieku napastnika nie będą tłumić reakcji chłopców z ASD, podobnie jak reakcji tych bez autyzmu, ale dziewczynki z ASD będą korzystać z tych sygnałów.
Okazało się, że nawet drobne ataki ze strony napastnika wywołały odwet bardziej intensywny u chłopców z ASD niż bez autyzmu. Silne ataki powodowały podobnie intensywny odwet u chłopców z obu grup.
Dziewczynki z ASD reagowały mniej agresywnie niż te bez autyzmu. Zwiększająca się intensywność agresji proaktywnej dostarcza pewnych informacji, które umożliwiają złagodzenie biernej agresji, nawet wśród dzieci, które mają trudności w przetwarzaniu informacji społecznych z powodu ASD. Pokazuje to, że fenotyp agresji może rzeczywiście być różny wśród chłopców i dziewcząt z autyzmem. Ilość uczestników płci żeńskiej była bardzo mała w tym badaniu, więc wynik należy traktować z ostrożnością i musi on zostać potwierdzony w przyszłych badaniach z udziałem większej próby.
Chłopcy z ASD oraz bez tych zaburzeń nie wykorzystują hamujących sygnałów, ale dziewczynki z ASD są w stanie korzystać z sytuacyjnych wskazówek ze strony napastnika do zahamowania odpowiedzi agresywnej, podobnie jak dziewczynki bez autyzmu.
Badanie to pokazuje m. in., że chłopcy z autyzmem prezentują zaburzenia w regulacji najwcześniejszej rozwojowo, biernej formy agresywnego zachowania. Byłoby interesujące dowiedzieć się, jak przebiega ich rozwój w związku z pojawiającą się później aktywną agresją.

Źródło:
Journal of Autism and Developmental Disorders, 21 grudnia 2012 r. (on-line)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Częstość występowania autyzmu w USA w odniesieniu do dawek promieniowania UVB

Literatura pokazuje, że niedobór witaminy D w okresie ciąży powoduje niekorzystne skutki dla rozwoju mózgu płodu i może być jednym z czynników ryzyka autyzmu. Nie można wykluczyć roli tego niedoboru również po urodzeniu dziecka, wskazują na to niektóre ostatnie doniesienia.

Z badań wynika, że częstość występowania autyzmu wśród osób w wieku 6-17 lat w 2010 r. była na istotnym poziomie ujemnie skorelowana z dawkami słonecznego promieniowania UVB.
Nie stwierdzono istotnych korelacji z innymi, możliwymi czynnikami modyfikującymi ryzyko, takimi jak zanieczyszczenia powietrza, spożywanie alkoholu, palenie tytoniu, otyłość, ubóstwo.
Szereg doniesień pokazuje niekorzystny wpływ niedoboru witaminy D w czasie ciąży. Może on m. in. prowadzić do powikłań w czasie porodu, trudności językowych u dzieci, chorób immunologicznych, deficytu melatoniny.

Źródło:
Dermato-Endocrinology, vol. 4 (4), październik-listopad-grudzień 2012
tutaj

środa, 2 stycznia 2013

Różne wzorce rozwoju u dzieci a autyzmem w pierwszych trzech latach życia

Badania retrospektywne wskazują na istnienie dwóch głównych kategorii zaburzeń ze spektrum autyzmu (ASD) rozróżnianych ze względu na czas wystąpienia objawów: wczesne i późne (po okresie stosunkowo prawidłowego rozwoju).
W nowym badaniu wyodrębniono trzy grupy dzieci w wieku od 6 do 36 miesięcy: wczesne-ASD (28 dzieci, które otrzymały diagnozę w wieku 14 mies.), późne-ASD (26 dzieci, które nie spełniały kryteriów autyzmu w wieku 14 mies.) i bez ASD (181 dzieci, które w ogóle nie otrzymały diagnozy). Obie grupy z ASD miały już diagnozę w wieku 36 miesięcy. Wszystkie były obserwowane w wieku 6, 14, 18, 24, 30 i 36 mies. przy pomocy tzw. „złotego standardu” (narzędzia ADI-R i ADOS) pod względem umiejętności społecznych, językowych i motorycznych.
Poniżej przedstawiam porównanie grup.
Wczesne ASD i późne ASD.
W 14 i 18 mies. grupa wczesne-ASD wykazywała znacznie niższy poziom rozwoju ekspresji językowej i umiejętności społecznych niż grupa późne-ASD. W 24 mies. rozbieżność między grupami zniknęła ze względu na rosnące problemy dzieci z grupy późne-ASD. W 30 i 36 mies. nie było już żadnych widocznych różnic pomiędzy obu grupami.
Wczesne-ASD i nie-ASD.
W 6 mies. obie grupy prezentowały porównywalny poziom rozwoju. W 14 mies. wczesne-ASD odbiegała od nie-ASD w zdecydowanej większości mierzonych obszarów rozwoju. Różnice te utrzymały się do 36 mies.
Późne-ASD i nie-ASD.
W 6 mies. obie grupy przejawiały porównywalny poziom rozwoju. W 14 mies. wyniki grupy późne-ASD były znacząco niższe w niektórych umiejętnościach motorycznych i językowych. W 24 i 36 mies. grupa późne-ASD prezentowała się gorzej praktycznie we wszystkich badanych umiejętnościach.
Niezależnie od diagnozy, rozwój dzieci z autyzmem i bez niego jest w badaniach klinicznych podobny w wieku sześciu miesięcy. Utrata umiejętności była większa w grupie wczesne-ASD w stosunku do późne-ASD w okresie 14-24 mies., ale porównywalna już w wieku 36 mies. Plateau i regres rozwojowy nastąpił u niektórych dzieci z ASD niezależnie od czasu rozpoznania. Wyniki te wskazują na fazę przedkliniczną autyzmu.
Dr Rebecca Landa, główny autor badania i dyrektor Center for Autism and Related Disorders w Kennedy Krieger Institute (Baltimore) zauważa, że wzorce spowolnienia i obniżenia poziomu rozwoju dzieci z ASD wystąpiły w czasie, gdy rodzice zgłaszali pierwsze obawy co do jego prawidłowości. Subtelność wczesnych objawów i stopniowe przejście od typowego rozwoju mogą nie zostać wykryte przez rutynowe badania w czasie standardowej wizyty. Dlatego niepokój i relacje rodziców wymagają troski i uwagi ze strony specjalistów.


Źródła:
Child Development, 30 października 2012 r. (on-line)
ScienceDaily, 30 października 2012 r.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Dzieci są jak małe gąbki: bardzo łatwo nasiąkają chemikaliami

Ten temat może wprost ma do autyzmu daleko, ale jednak tylko pozornie. Wiele razy pisałem tutaj o narażeniu małych dzieci przed lub już po urodzeniu na różnego rodzaju szkodliwe dla organizmu (a przede wszystkim niedojrzałego układu nerwowego) czynniki środowiskowe. Poniższy artykuł, na który się powołuję, dodaje jeszcze jedną cegiełkę do naszej wiedzy na ten temat. Po prostu nie mogłem się powstrzymać, żeby o tym nie napisać...

Badania krwi regularnie wykazują większą ilość substancji chemicznych na kilogram masy ciała u dzieci. Rosną obawy co do skumulowanych efektów działania chemikaliów znajdujących się w organizmie nawet długo po ekspozycji. Dzieci są bardziej narażone podczas aktywności na podłodze, kiedy wkładają różne przedmioty do ust i wdychają kurz narażając się na zanieczyszczenia z powszechnych w domu tworzyw sztucznych, przetworzonych tkanin i substancji w sprayu.
Oto największe obecnie zagrożenia.

Szampony z substancjami 1,4-Dioksan i Quaternium-15.
Te związki chemiczne mogą uwalniać małe ilości rakotwórczego formaldehydu, który może być wdychany z powietrza.
1,4-Dioksan: rozpuszczalnik stosowany w przemyśle kosmetycznym, który jest zakazany w Europie, natomiast może tworzyć się w procesach produkcji niektórych składników kosmetyków.
Quaternium-15: 3-chloroallilochlorek metenaminy lub czwartorzędowa sól amoniowa, używany jako środek konserwujący w szamponach, dopuszczony do stosowania w ograniczonym stężeniu – 0,2% w gotowym produkcie.

Mydło antybakteryjne z triklosanem.
Substancja ta może powodować trwałe zaburzenia hormonalne. Może też przyczyniać się do lekooporności u bakterii.
Triklosan: środek grzybobójczy i bakteriostatyczny, sam w sobie jest mało toksyczny, natomiast ryzyko powstaje w wyniku spożywania żywności i wody, do której może się przedostawać. Wykrywano go we krwi matek i dzieci oraz w mleku matek karmiących (główne źródło to kosmetyki i środki czystości), a także w rzekach.

Miękki plastik lub polichlorek winylu (PVC) zawierający ftalany.
Ftalany, używane jako plastyfikatory, mogą znajdować się w elastycznych zabawkach dla dzieci, śliniakach i gryzakach (choć coraz częściej jest to już zakazane) oraz w innych przedmiotach i sprzętach gospodarstwa domowego, np. w zasłonach prysznicowych, materiałach na podłogę, plecakach i piórnikach dla starszych dzieci.
Ftalany: substancje chemiczne, które mogą powodować zaburzenia endokrynologiczne wiązane z problemami rozrodczymi i rozwojowymi. Wykładziny PVC wiąże się również z astmą.

Twardy plastik z bisfenolem A (BPA).
Bisfenol A, jest używany do produkcji tworzyw sztucznych i podobnie jak ftalany, zakłóca równowagę hormonalną w organizmie. Badania na zwierzętach łączą go z zachowaniami agresywnymi, wcześniejszą dojrzałością seksualną i problemami rozwojowymi. Coraz częściej jest zakazywany.

Piżamy i siedzenia samochodowe ze środkami zmniejszającymi palność.
Środki zmniejszające palność (antypireny) utrzymują się w środowisku i gromadzą w organizmach. Ich poziom rośnie na przykład w mleku matek w Ameryce Północnej. Wyniki badań na zwierzętach pokazują związek tych chemikaliów z guzami nowotworowymi, lub też problemami hormonalnymi.
Substancje te znajdują się m. in. w meblach, tkaninach, dywanach, komputerach oraz innych urządzeniach stosowanych w gospodarstwach domowych. W trakcie użytkowania produktu mogą się uwalniać i dostawać do organizmu przez układ pokarmowy i oddechowy.

Pieluchy jednorazowe.
Pieluchy są bielone w procesie z użyciem chloru, co tworzy rakotwórcze dioksyny. Super-chłonne kryształki stosowane we wkładach pieluch to poliakrylan sodu, który jest, wg producentów, bezpieczny. Nie jest taki natomiast dla środowiska. Każde małe dziecko wykorzystuje tysiące takich pieluszek, które znajdują się w końcu na wysypisku śmieci wraz z innymi odpadami.

Wazelina
Jako jeden z produktów ropy naftowej może być zanieczyszczona wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi (PAH) – niektóre z nich powodują raka. Nie wykazano bezpośredniego związku, jednak mówi się, że jest wysoki stopień ryzyka.

Filtry UV i inne perfumowane płyny zawierające ftalany
Ftalany są stosowane w kosmetykach, w tym filtrach UV, również po to aby utrwalać silny zapach. Zaleca się nie stosować takich kosmetyków u dzieci poniżej szóstego miesiąca życia, chroniąc je przed słońcem poprzez zakrywanie lub przebywanie w cieniu aż do ukończenia pierwszego roku życia. Lepiej poza tym używać filtrów w postaci mleczka niż w sprayu, aby małe dziecko go nie wdychało.

Rosną obawy co do skumulowanych efektów działania substancji chemicznych znajdujących się w organizmie po długiej ekspozycji. Dlatego specjaliści mówią, że musi powinno się wprowadzać jeszcze więcej ograniczeń dotyczących tych stosowania tych chemikaliów w przemyśle.
Polecam przy okazji zestaw publikacji o neurotoksycznych zagrożeniach środowiskowych opracowanych przez Collaborative on Health and the Environment (CHE). Link znajduje się w prawej kolumnie na moim blogu, ale można też wejść tutaj.

Źródło:
Vancouversun.com, 02 listopada 2012 r.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Zanieczyszczenia powietrza związane z ruchem drogowym a autyzm

Dane z nowego badania sugerują, że dzieci, które są narażone w okresie prenatalnym i w czasie pierwszego roku życia na wysoki poziom zanieczyszczeń powietrza związany z ruchem drogowym, są bardziej narażone na autyzm.

Informacje te uzupełniają wyniki wcześniejszych badań dotyczących zamieszkania w pobliżu autostrad i występowania autyzmu, o których pisałem w styczniu 2011 r.

Autorzy obecnych doniesień nie twierdzą, że zanieczyszczenia takie są przyczyną autyzmu, ale mogą być jednym z czynników ryzyka.
Badacze z Kalifornii (Keck School of Medicine, University of Southern California w Los Angeles) sprawdzali jakość powietrza w pobliżu domów dzieci. Grupę badaną stanowiło 279 dzieci z autyzmem a kontrolną 245 zdrowych.
Okazało się, że dzieci z ASD były niemal dwukrotnie częściej narażone na najwyższy poziom zanieczyszczeń w łonie matki a mniej więcej trzy razy częściej w pierwszym roku życia.
Badany pył unoszący się w powietrzu to mieszanina kwasów, metali, gleby i kurzu. Naukowcy zauważyli podobny związek pomiędzy autyzmem a dwutlenkiem azotu pochodzącym ze spalin pojazdów.
Niektóre zanieczyszczenia mogą odgrywać negatywną rolę w rozwoju mózgu. Nie oznacza to, że ktoś kto jest na nie narażony będzie dotknięty autyzmem. Istnieje mnóstwo innych czynników, które mogą wyjaśniać taki związek. Poznając czynniki ryzyka, możemy je modyfikować i potencjalnie zmniejszać ryzyko pojawienia się autyzmu.

Źródła:

Reuters, 26 listopada 2012 r.
tutaj
Archives of General Psychiatry, listopad 2012 r. (on-line)
tutaj

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Chelatacja – badania skuteczności w stosowaniu u osób z autyzmem

Naukowcy z USA, Nowej Zelandii i Włoch analizowali wyniki pięciu opublikowanych badań dotyczących chelatacji. Dotyczyły one 82 uczestników w wieku od 3 do 14 lat.
Otrzymywali oni ten sposób leczenia, polegający na próbie usuwania metali ciężkich z organizmu, w okresie od 1 do 7 miesięcy.
Z pięciu badań cztery wykazały mieszane rezultaty – pozytywne i negatywne skutki dla każdego z uczestników. W jednym wszystkie wyniki były pozytywne. Jednak po głębszej analizie autorzy studium odkryli „niedociągnięcia metodologiczne” w procedurze. W kilku badaniach dzieci poddawane były, oprócz chelatacji, licznym zabiegom jednocześnie co uniemożliwia stwierdzenie, czy wyniki pozytywne można przypisać tylko tej metodzie leczenia.
W ankiecie internetowej więcej niż 7 procent rodziców stwierdziło, że próbowało chelatacji w leczeniu swoich dzieci.
Substancje chemiczne stosowane w chelatacji mogą potencjalnie wiązać się z poważnymi skutkami ubocznymi takimi jak: gorączka, wymioty, nadciśnienie, niedociśnienie, zaburzenia rytmu serca i hipokalcemia.
Większość rodziców jednak pragnie niczego nie zaniedbywać i jest gotowa próbować czegoś, co ich zdaniem może pomóc dziecku. Wyniki takich studiów niekoniecznie mają wpływ na ich decyzje. Ilość przebadanych pod kątem skuteczności chelatacji dzieci jest jeszcze stosunkowo mała i może to stanowić zachętę do dalszych badań. Autorzy tej analizy mają nadzieję, że przyczyni się ona do dokonywania świadomych wyborów metody leczenia dzieci z autyzmem.

Źródła:
ScienceDaily, 29 listopada 2012 r.
tutaj
Research in Autism Spectrum Disorders, vol. 7(1), styczeń 2013 r.
tutaj

poniedziałek, 26 listopada 2012

Diagnostyka różnicowa nietolerancji pokarmowych

Niedawno pisałem o badaniach dotyczących wrażliwości na pszenicę jako formy nietolerancji pokarmowej. Dzisiaj chciałbym rozwinąć ten temat pokazując pracę sprzed ponad trzech lat, która traktuje o nietolerancjach pokarmowych i ich diagnozowaniu w populacji ogólnej. Chcę oddać honor Teresie Binstock, która po raz kolejny odnalazła w sieci bardzo ciekawe badania, godne rozpowszechniania. Ponad 20 procent ludności w krajach uprzemysłowionych cierpi na nietolerancję pokarmową lub alergię pokarmową. Badacze z Friedrich-Alexander-Universität (Erlangen-Nürnberg) analizowali bazy danych, które dotyczyły przewlekłych stanów zapalnych i alergii.
Określenie nietolerancji pokarmowej stosuje się do opisania objawów związanych z żywnością o różnej etiologii.
Jeśli przyczyna objawów jest nieznana, należy przede wszystkim rozważyć czynniki nie związane z układem immunologicznym i wykonać badania w tym kierunku. Następnie można przeprowadzić zróżnicowaną diagnozę do wykrywania ogólnoustrojowych lub miejscowych alergii.
Większość przypadków nietolerancji pokarmowej (15-20 procent) ma przyczyny nie związane z układem immunologicznym.
Jest cała gama powodów tego stanu, od reakcji pseudoalergicznych, przez salicylany, aminy biogenne, siarczyny, glutaminian sodu, barwniki, konserwanty, substancje słodzące, enzymopatie, przewlekłe infekcje, po reakcje psychosomatyczne, które są związane z nietolerancją pokarmową.

Z badań wynika, że rozpowszechnienie rzeczywistej alergii pokarmowej, jako reakcji immunologicznej, to u dorosłych 2-5 procent, natomiast u małych dzieci 5-10 procent populacji.
Autorzy sugerują, że w rozpoznawaniu tego typu zaburzeń powinien być stosowany interdyscyplinarny algorytm diagnostyczny.

Źródła:
Deutsches Ärzteblatt International, 22 maja 2009 r., vol. 106 (21)
tutaj

całość (.pdf)
tutaj

poniedziałek, 19 listopada 2012

Obrazowanie mózgu a diagnozowanie autyzmu: to nie takie proste, jak by się wydawało

Bardzo ciekawy artykuł ukazał się w listopadzie w czasopiśmie Nature. Nicholas Lange (Harvard Medical School, Boston), używając przewrotnego określenia „obrazowanie autyzmu”, zastanawia się nad przydatnością technik obrazowania mózgu w procesie diagnozowania zaburzeń ze spektrum autyzmu. O tego typu badaniach donosiłem wielokrotnie – wpisy na ten temat można znaleźć klikając etykietę MRI.

Lange uważa, że techniki tego typu mają swoje miejsce w różnicowaniu, ale nie mogą być decydujące, ponieważ autyzm nie jest wciąż chorobą o określonych, biologicznie zdefiniowanych podstawach. Pomagają one oczywiście zrozumieć ten rodzaj zaburzeń.
Wolumetryczne (objętościowe) badania MRI pokazują, że ok. 1 na 5 dzieci z autyzmem przejawia w pierwszych miesiącach życia powiększenie mózgu, które normalizuje się do 18 miesiąca życia.
O takich badaniach pisałem we wrześniu 2011 r.
Funkcjonalne MRI pomaga zrozumieć jak działa mózg osoby z autyzmem podczas interakcji społecznych oraz oglądania filmów z intensywnym kontekstem społecznym.
Pozytonowa emisyjna tomografia komputerowa (PET) pokazuje różnice w rozmieszczeniu receptorów serotoniny i dopaminy oraz mówi o zmieniającej się roli serotoniny w mózgach osób z autyzmem w porównaniu ze zdrowymi. Można też uzyskać wtedy pewne wskazówki co do skuteczności leczenia farmakologicznego. Spektroskopia rezonansu magnetycznego również może okazać się pomocna w leczeniu, na przykład w szacowaniu różnic poziomu neurotransmiterów: kwasu glutaminowego (glutaminianu) i kwasu gamma-aminomasłowego (GABA). Sporym zainteresowaniem czytelników bloga cieszą się wpisy na temat Arbaclofenu (STX209), który to lek ma odgrywać właśnie rolę w regulowaniu równowagi pobudzenia-hamowania w procesach neurotransmisji.
Zdaniem autora potrzebne są duże, długoterminowe i wieloośrodkowe badania w celu identyfikacji unikalnych, fizycznych cech mózgu osoby z autyzmem. Należy zwrócić szczególną uwagę na różnice w genetyce, fizjologii, profilu immunologicznym, procesach neurochemicznych i połączeniach nerwowych pomiędzy osobami z autyzmem a osobami z innymi zaburzeniami rozwojowymi oraz zdrowymi.


Źródła:
Nature, vol. 491 (7422), 01 listopada 2012 r. (on-line: 31.10.2012)
ScienceDaily, 01 listopada 2012 r.